czwartek, 2 sierpnia 2018

Rozdział dziesiąty

Rano obudziłam się z głową na nagim torsie Luki, który jeszcze spał obejmując mnie ręką w talii i lekko rozdmuchując wydychanym powietrzem moje włosy, w które miał wsadzony nos. Delikatnie uwolniłam się z jego objęć i spojrzałam na niego. Wyglądał tak uroczo z rozrzuconymi po poduszce włosami tworzącymi wokół jego głowy czarną aureolę. Uśmiechnęłam się delikatnie i wstałam z łóżka. Starając się nie robić hałasu ubrałam sukienkę i uczesałam włosy. Nie miałam pojęcia, która może być godzina, ale zdawało się, że dość wczesna. Wyszłam z sypialni nucąc pod nosem bliżej nieokreśloną melodię. Zawsze tak robiłam, gdy starałam się ukryć emocje, a teraz byłam niesamowicie szczęśliwa, ale kto na moim miejscu by nie był? Przeżyłam swój "pierwszy raz" ze swoim ukochanym. O, tak... Ta noc była niezapomniana. Przechodziłam właśnie obok drzwi do sypialni Luny, który wyszedł z pokoju i uśmiechnął się do mnie.
 - Następnym razem bądźcie z Luką trochę ciszej. Cały zamek was słyszał, Lilio - powiedział, a ja spaliłam buraka. 
 - J-ja... - zająknęłam się.
 - Oj, siostra. Przecież ja żartuję - Zaśmiał się i poklepał mnie po plecach.
 - Bardzo śmieszne! - burknęłam, a Luna otworzył drzwi do jadalni i ukłonił się przede mną. Pokręciłam głową i weszłam do środka. - Dzień dobry - przywitałam się z rodzicami.
 - Dzień dobry, Lilio - mruknęła mama przyglądając mi się podejrzliwie.
 - Coś się stało, mamo? - spytał Luna, gdy usiedliśmy do stołu. Kobieta pokręciła głową, a tata spojrzał na mnie.
 - Mam nadzieję, że się zabezpieczyliście. Jestem jeszcze młody i nie chciałbym zostać dziadkiem tak szybko choć naturalnie cieszyłbym się z wnucząt - wypalił, a ja po raz kolejny dzisiaj spaliłam buraka.
 - TATO! - oburzyłam się. - Za kogo ty mnie masz?!
 - Właśnie, Lucyferze - Poparła mnie mama patrząc na męża z zażenowaniem.
 - Co? Ja tylko powiedziałem prawdę - bronił się Książę Ciemności. Pokręciłam głową i zabrałam się za śniadanie. Zjadłam dość szybko, chwyciłam talerz z kanapką oraz kubek z kawą i wróciłam do sypialni. Luka spał w najlepsze. Westchnęłam i odstawiłam jedzenie na szafkę nocną.
 - Luka... Czas wstawać, mój demonie - powiedziałam i złożyłam pocałunek na jego ustach, a on natychmiast mnie do siebie przyciągnął.
 - I taką pobudkę to ja rozumiem - powiedział, gdy się od siebie oderwaliśmy i pogłaskał mnie czule po policzku.
 - Ty wcale nie spałeś! - oburzyłam się i wyprostowałam krzyżując ramiona na piersi.
 - Spałem - bronił się.
 - Akurat! Przyniosłam Ci śniadanie - mruknęłam wykonując nieokreślony ruch ręką w kierunku szafki nocnej.
 - Uuu... Śniadanie do łóżka? Jak romantycznie - powiedział zabierając się za jedzenie.
 - Marzyć zawsze można - Spróbowałam pacnąć go w głowę, ale mi nie wyszło.
 - Za marzenia nie karają - Wystawił mi język uchylając się przed ciosem. Reszta poranka minęła mi nawet dobrze, ale i tak z radością wracałam do Nieba. W Krainie Światła wszyscy powitali mnie z serdecznością. Dobrze się czułam w tym miejscu i nie wyobrażałam sobie, że mogłabym mieszkać gdzieś indziej. Tym razem jednak niby się uśmiechałam, ale w głębi duszy się jednak bałam. W głowie wciąż miałam słowa taty o wnukach. Zastanawiałam się czy powiedzieć komuś z "istot światła" o nocy z Luką, czy jednak zostawić to dla siebie. Byłam rozdarta. Z jednej strony nie umiałam kłamać (a właściwie nie powinnam umieć), a z drugiej... Czy niepowiedzenie o czymś zalicza się do kłamstwa? Sama już nie wiedziałam... Poszłam do swojego pokoju i zaczęłam czytać, żeby zająć czymś czas do obiadu. Pogrążona w myślach i przytłoczona zmartwieniami nie zauważyłam smoliście czarnego pióra, które pyszniło się dumnie wśród białych piór. Naprawdę nie wiedziałam co powinnam teraz zrobić. Przyznać się czy nie? W końcu... Miłość to nie grzech, prawda?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz