Gdy dolecieliśmy do nieba...
- Rafael? J-ja pójdę już do siebie. Nie jestem głodna - ...najzwyczajniej w świecie spanikowałam. Archanioł spojrzał na mnie troskliwie.
- Lilio, co się dzieje? - spytał.
- Nic - mruknęłam i poleciałam do swojego domu.
Usiadłam na łóżku i wpatrzyłam się w widoczny za oknem dziki sad, po którym spacerowały zbawione dusze. Patrzyłam jak zahipnotyzowana na małe dzieci, których kroki sprawiały, że między drzewami rozkwitały przepiękne kwiaty. Myślałam, że wspaniale byłoby posiadać moc taką, jak te młode duszyczki. Ech. Położyłam się na łóżku i wpatrzyłam w sufit. Był tak pomalowany by wyglądem przypominał nocne niebo. Zaczęłam nucić pod nosem bliżej nieokreśloną melodię. Nagle do pokoju wszedł Pan i spojrzał na mnie. Przełknęłam cicho ślinę.
- Dlaczego nie byłaś na obiedzie, aniołku? - zapytał i westchnął.
- Ponieważ nie jestem głodna - wyjaśniłam i w tym momencie zaburczało mi w brzuchu. Dzięki! Wielkie dzięki!
- Idź coś zjeść - Usłyszałam i powlokłam się powoli do domu Pana. Zjadłam obiad i już miałam wrócić do domu, gdy nagle Pan poprosił o chwilę rozmowy, a ja się zgodziłam.
- Coś się stało? - spytałam przeczuwając już o co chodzi.
- Gdzie byłaś? - Usłyszałam.
- Na ziemi - odparłam cicho.
- Rafael mówił, że byłaś z Lucyferem, Lilith i jeszcze dwójką demonów. To prawda?
- T-tak, przepraszam.
- Ech. Skoro chcesz ich widywać to wystarczyło powiedzieć. Możesz ich odwiedzać kiedy tylko zechcesz.
- Naprawdę? Dziękuję! - krzyknęłam. Nie zważając na swoją pozycję względem Pana rzuciłam mu się na szyję i przytuliłam go.
- Nie musisz dziękować, aniołku. To twoi rodzice, ale obiecaj, że nie przejdziesz na ich stronę. Uważaj, żeby nie zostać Upadłą Anielicą - przestrzegł mnie Pan.
- Obiecuję, Panie - Gorliwie pokiwałam głową i wróciłam do siebie. Byłam tak szczęśliwa, że nie zauważyłam czarnego kruka, który wleciał przez otwarte okno do mego pokoju, otworzył dziób upuszczając tym samym list i odleciał. Byłam zbyt szczęśliwa, by dogłębnie przeanalizować prośbę Pana. Postanowiłam się zdrzemnąć, więc mimo wczesnej pory położyłam się do łóżka i zapadłam w sen.
wtorek, 17 stycznia 2017
Rozdział szósty
Z punktu widzenia Lilii:
Luka złapał mnie za rękę i pociągnął w sobie tylko znanym kierunku. Będą kłopoty... i to przez duże "k"! W tym momencie mocno się nienawidzę za mój niewyparzony język. Ech... Już za późno. Chłopak ciągnął mnie przed siebie. Przemierzaliśmy bogato zdobione korytarze w ciemnych kolorach. Swoją drogą moi rodzice mają dobry gust i fajnie się urządzili. Raz po raz mijaliśmy demony, które patrzyły krzywo na moje duże, białe skrzydła. W sumie to się im nie dziwiłam...
- Luka. Zwolnij trochę... - poprosiłam w pewnej chwili. Chłopak przystanął i spojrzał na mnie przez ramię.
- Przepraszam - mruknął i zaczesał moją przydługą, blond grzywkę opadającą po lewej stronie twarzy za ucho.
- Gdzie mnie prowadzisz? - spytałam z uśmiechem. Zaśmiał się cicho.
- Zobaczysz - mruknął i znowu zaczął iść przed siebie.
Po kilkunastu minutach dotarliśmy przed podwójne drzwi, które były strzeżone przez dwóch demonicznych strażników. Luka coś im chwilę wyjaśniał, po czym wrócił do mnie.
- Lu... - zaczęłam lecz jego wzrok nakazał mi ciszę.
- Strażnicy zgodzili się wpuścić nas do środka. Kiedy tam będziemy, rób to co ja - Pokiwałam głową i poszłam za nim. Znaleźliśmy się w przestronnym pomieszczeniu. Przed nami na dwóch złotych tronach rzeźbionych w motywy czaszek siedziały dwa demony o ogromnych, smoliście czarnych skrzydłach. Luka klęknął w pewnym oddaleniu od tronu i pochylił głowę, a ja poszłam w jego ślady.
- Panie, Pani - powiedział młody demon. Poczułam na sobie czyjś zaciekawiony wzrok, więc złożyłam do końca swoje skrzydła, ale nie śmiałam podnieść wzroku z podłogi, która w tym momencie wydawała mi się bardzo interesująca. A, że miałam bardzo dobrą pamięć to już po kilku chwilach znałam na pamięć każdy wzorek skrawka podłogi, na którym klęczałam. Ukazywał on demona próbującego podpalić skrzydła aniołowi, podczas gdy drugi anioł czaił się z tyłu, wśród drzew z mieczem, gotowy obciąć temu demonowi jego skrzydła. Było to na swój sposób piękne.
- Luka, mój drogi... - zaczął głęboki, męski głos.
- Powiedz, proszę, dlaczego przyprowadziłeś tu anioła - Skończył głos kobiety i ktoś do mnie podszedł. Coś kazało mi podnieść głowę; uczyniłam tak i skrzyżowałam spojrzenie z czerwonymi tęczówkami stojącej nade mną kobiety, która (najprawdopodobniej) właśnie poddawała mnie ocenie. W końcu jej źrenice rozszerzyły się do granic możliwości.
- T... to niemożliwe - wyszeptała odsuwając się ode mnie.
- Lilith? - Lucyfer podszedł do żony i objął ją ramieniem. Wyglądali razem tak dostojnie i majestatycznie (zupełnie tak, jak sobie wyobrażałam). Rzuciłam szybkie spojrzenie Luce i wyraziłam mu niemo wdzięczność.
- Lucyfer... T-to... To ONA - powiedziała moja mama. Tata spojrzał na mnie przenikliwie swoimi uważnymi, mądrymi, czarnymi oczami.
- Jesteś pewna, kochanie? - spytał i podszedł do mnie. - Jak ci na imię, anielico? - Usłyszałam.
- Lilia, panie - odrzekłam pochylając głowę, a Lucyfer... tak po prostu mnie przytulił. - Um? - zdziwiłam się niepewna tego, co powinnam teraz zrobić. Lilith podeszła do nas i pogłaskała mnie po głowie.
- Witaj w domu, Lilio - powiedziała miękko. Nagle drzwi otworzyły się i do sali wszedł (na oko) dwudziestosześcioletni demon, który otaksował mnie krytycznym spojrzeniem czerwonych oczu.
- Kto to? - zapytał jak gdyby nigdy nic.
- Luna! Ile razy mam powtarzać, że pierwszemu paniczowi piekieł nie wypada podsłuchiwać! Kiedy to wreszcie do ciebie dotrze, synu?! - zdenerwował się tata.
- Oj tam, oj tam - zbył tatę "Luna". Spojrzałam na "brata", a on obdarzył mnie niechętnym wzrokiem. Westchnął ciężko.
- Więc kim jesteś? - spytał.
- Lilia - Brzmiała krótka odpowiedź z mych ust. Luna spojrzał na rodziców.
- Chyba nie... - zaczął.
- Owszem. Ona - powiedział tata. Luna spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem i podszedł do mnie. Nim zdążyłam choćby mrugnąć znalazłam się w silnych objęciach brata.
- Witaj w domu siostrzyczko - Usłyszałam. - Zechcesz zjeść z nami obiad? - spytał po chwili.
- Um... To już czas na obiad? - zdziwiłam się. Przeraził mnie fakt, że może już być tak późno.
- Tak. Za pół godziny - powiedział Luka. Spojrzałam na niego.
- Luka... Ja za pół godziny muszę być na górze - powiedziałam.
- Na samej górze? - upewnił się.
- Na SAMEJ - potwierdziłam.
- Po co? - Wtrącił Luna.
- Bo Pan poprosił, żebym wróciła na obiad - wyjaśniłam.
- Przecież masz jeszcze czas - zauważył mój brat. - Zawsze możesz powiedzieć, że straciłaś rachubę czasu - dodał.
- To nie takie proste - mruknęłam i pokazałam bransoletkę z małą, lśniącą łezką na dole. - Dzięki tej bransoletce Michał, Rafael i Gabriel zawsze mnie znajdą. Gdziekolwiek bym się nie ukryła oni zawsze będą wiedzieli, gdzie jestem. A jeśli nie wrócę na obiad to Pan każe im mnie szukać - wyjaśniłam.
- Rozumiemy - westchnęła mama. Złapaliśmy się wszyscy za ręce i spowił nas czarny dym, a gdy opadł staliśmy na łące.
- Lilio? Zdajesz sobie sprawę, że w piekle czas płynie inaczej niż na ziemi czy w niebie? - spytał Luka.
- Nie - odparłam zgodnie z prawdą.
- Nie zdążysz do nieba - rzekł Luna.
- Dlaczego nie? - zdziwiłam się.
- Bo obiad trwa już pięć minut - Usłyszałam za sobą i obróciłam się na pięcie. Spojrzałam na lekko zdenerwowanego Rafaela i uśmiechnęłam się niewinnie. Bracia zawsze powtarzali, że ten uśmiech jest rozbrajający. Anioł pokręcił głową w rozbawieniu.
- Nie potrafimy się na ciebie gniewać - powiedział. Westchnęłam i machnęłam skrzydłami.
- Przepraszam - mruknęłam spuszczając głowę. Archanioł przytulił mnie. - R-rafael? - zdziwiłam się niepewnie odwzajemniając uścisk.
- Martwiliśmy się o ciebie, aniołku - powiedział. - Lećmy już, moja droga - dodał po chwili. Pożegnałam się z demonami, rozwinęłam skrzydła i ruszyłam za Rafaelem, który obiecał, że porozmawia z Panem i postara się wziąć moją stronę.
Luka złapał mnie za rękę i pociągnął w sobie tylko znanym kierunku. Będą kłopoty... i to przez duże "k"! W tym momencie mocno się nienawidzę za mój niewyparzony język. Ech... Już za późno. Chłopak ciągnął mnie przed siebie. Przemierzaliśmy bogato zdobione korytarze w ciemnych kolorach. Swoją drogą moi rodzice mają dobry gust i fajnie się urządzili. Raz po raz mijaliśmy demony, które patrzyły krzywo na moje duże, białe skrzydła. W sumie to się im nie dziwiłam...
- Luka. Zwolnij trochę... - poprosiłam w pewnej chwili. Chłopak przystanął i spojrzał na mnie przez ramię.
- Przepraszam - mruknął i zaczesał moją przydługą, blond grzywkę opadającą po lewej stronie twarzy za ucho.
- Gdzie mnie prowadzisz? - spytałam z uśmiechem. Zaśmiał się cicho.
- Zobaczysz - mruknął i znowu zaczął iść przed siebie.
Po kilkunastu minutach dotarliśmy przed podwójne drzwi, które były strzeżone przez dwóch demonicznych strażników. Luka coś im chwilę wyjaśniał, po czym wrócił do mnie.
- Lu... - zaczęłam lecz jego wzrok nakazał mi ciszę.
- Strażnicy zgodzili się wpuścić nas do środka. Kiedy tam będziemy, rób to co ja - Pokiwałam głową i poszłam za nim. Znaleźliśmy się w przestronnym pomieszczeniu. Przed nami na dwóch złotych tronach rzeźbionych w motywy czaszek siedziały dwa demony o ogromnych, smoliście czarnych skrzydłach. Luka klęknął w pewnym oddaleniu od tronu i pochylił głowę, a ja poszłam w jego ślady.
- Panie, Pani - powiedział młody demon. Poczułam na sobie czyjś zaciekawiony wzrok, więc złożyłam do końca swoje skrzydła, ale nie śmiałam podnieść wzroku z podłogi, która w tym momencie wydawała mi się bardzo interesująca. A, że miałam bardzo dobrą pamięć to już po kilku chwilach znałam na pamięć każdy wzorek skrawka podłogi, na którym klęczałam. Ukazywał on demona próbującego podpalić skrzydła aniołowi, podczas gdy drugi anioł czaił się z tyłu, wśród drzew z mieczem, gotowy obciąć temu demonowi jego skrzydła. Było to na swój sposób piękne.
- Luka, mój drogi... - zaczął głęboki, męski głos.
- Powiedz, proszę, dlaczego przyprowadziłeś tu anioła - Skończył głos kobiety i ktoś do mnie podszedł. Coś kazało mi podnieść głowę; uczyniłam tak i skrzyżowałam spojrzenie z czerwonymi tęczówkami stojącej nade mną kobiety, która (najprawdopodobniej) właśnie poddawała mnie ocenie. W końcu jej źrenice rozszerzyły się do granic możliwości.
- T... to niemożliwe - wyszeptała odsuwając się ode mnie.
- Lilith? - Lucyfer podszedł do żony i objął ją ramieniem. Wyglądali razem tak dostojnie i majestatycznie (zupełnie tak, jak sobie wyobrażałam). Rzuciłam szybkie spojrzenie Luce i wyraziłam mu niemo wdzięczność.
- Lucyfer... T-to... To ONA - powiedziała moja mama. Tata spojrzał na mnie przenikliwie swoimi uważnymi, mądrymi, czarnymi oczami.
- Jesteś pewna, kochanie? - spytał i podszedł do mnie. - Jak ci na imię, anielico? - Usłyszałam.
- Lilia, panie - odrzekłam pochylając głowę, a Lucyfer... tak po prostu mnie przytulił. - Um? - zdziwiłam się niepewna tego, co powinnam teraz zrobić. Lilith podeszła do nas i pogłaskała mnie po głowie.
- Witaj w domu, Lilio - powiedziała miękko. Nagle drzwi otworzyły się i do sali wszedł (na oko) dwudziestosześcioletni demon, który otaksował mnie krytycznym spojrzeniem czerwonych oczu.
- Kto to? - zapytał jak gdyby nigdy nic.
- Luna! Ile razy mam powtarzać, że pierwszemu paniczowi piekieł nie wypada podsłuchiwać! Kiedy to wreszcie do ciebie dotrze, synu?! - zdenerwował się tata.
- Oj tam, oj tam - zbył tatę "Luna". Spojrzałam na "brata", a on obdarzył mnie niechętnym wzrokiem. Westchnął ciężko.
- Więc kim jesteś? - spytał.
- Lilia - Brzmiała krótka odpowiedź z mych ust. Luna spojrzał na rodziców.
- Chyba nie... - zaczął.
- Owszem. Ona - powiedział tata. Luna spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem i podszedł do mnie. Nim zdążyłam choćby mrugnąć znalazłam się w silnych objęciach brata.
- Witaj w domu siostrzyczko - Usłyszałam. - Zechcesz zjeść z nami obiad? - spytał po chwili.
- Um... To już czas na obiad? - zdziwiłam się. Przeraził mnie fakt, że może już być tak późno.
- Tak. Za pół godziny - powiedział Luka. Spojrzałam na niego.
- Luka... Ja za pół godziny muszę być na górze - powiedziałam.
- Na samej górze? - upewnił się.
- Na SAMEJ - potwierdziłam.
- Po co? - Wtrącił Luna.
- Bo Pan poprosił, żebym wróciła na obiad - wyjaśniłam.
- Przecież masz jeszcze czas - zauważył mój brat. - Zawsze możesz powiedzieć, że straciłaś rachubę czasu - dodał.
- To nie takie proste - mruknęłam i pokazałam bransoletkę z małą, lśniącą łezką na dole. - Dzięki tej bransoletce Michał, Rafael i Gabriel zawsze mnie znajdą. Gdziekolwiek bym się nie ukryła oni zawsze będą wiedzieli, gdzie jestem. A jeśli nie wrócę na obiad to Pan każe im mnie szukać - wyjaśniłam.
- Rozumiemy - westchnęła mama. Złapaliśmy się wszyscy za ręce i spowił nas czarny dym, a gdy opadł staliśmy na łące.
- Lilio? Zdajesz sobie sprawę, że w piekle czas płynie inaczej niż na ziemi czy w niebie? - spytał Luka.
- Nie - odparłam zgodnie z prawdą.
- Nie zdążysz do nieba - rzekł Luna.
- Dlaczego nie? - zdziwiłam się.
- Bo obiad trwa już pięć minut - Usłyszałam za sobą i obróciłam się na pięcie. Spojrzałam na lekko zdenerwowanego Rafaela i uśmiechnęłam się niewinnie. Bracia zawsze powtarzali, że ten uśmiech jest rozbrajający. Anioł pokręcił głową w rozbawieniu.
- Nie potrafimy się na ciebie gniewać - powiedział. Westchnęłam i machnęłam skrzydłami.
- Przepraszam - mruknęłam spuszczając głowę. Archanioł przytulił mnie. - R-rafael? - zdziwiłam się niepewnie odwzajemniając uścisk.
- Martwiliśmy się o ciebie, aniołku - powiedział. - Lećmy już, moja droga - dodał po chwili. Pożegnałam się z demonami, rozwinęłam skrzydła i ruszyłam za Rafaelem, który obiecał, że porozmawia z Panem i postara się wziąć moją stronę.
Rozdział piąty
J-jak to w ogóle możliwe?! Że niby rozmawiam z córką naszych władców?! Niebywałe! Lilia zaniepokojona długą ciszą z mojej strony westchnęła.
- Nie wierzysz mi, prawda? - spytała, a po jej policzku spłynęła łza. Wyciągnąłem rękę i wytarłem słoną kroplę znaczącą jej piękną twarz mokrym śladem.
- Oczywiście, że ci wierzę - Uśmiechnąłem się do niej. Westchnęła i odwzajemniła mój gest. Wyglądała tak pięknie.
- Naprawdę? - spytała z nadzieją. Pokiwałem głową. Najwyraźniej jej ulżyło. - Chciałabym jeszcze kiedyś zobaczyć rodziców - Usłyszałem. Złapałem ją za rękę i pomyślałem o miejscu, w które chcę trafić. Wyobraziłem sobie pałac księcia i księżny.
- Zamknij oczy, Lilio - szepnąłem, gdy zaczął spowijać nas czarny pył. Wykonała polecenie. Po chwili byliśmy na miejscu. Ta... to zdecydowanie nie był dobry pomysł. Dziewczyna otworzyła swoje piękne, czarne oczy.
- Gdzie jesteśmy? - spytała rozglądając się dokoła. Zaśmiałem się delikatnie.
- To jest pałac twoich rodziców - wyjaśniłem. Blondynka spojrzała na mnie z paniką na twarzy i nerwowo poruszyła skrzydłami.
- Żartujesz, prawda?! Luka powiedz, że żartujesz! - krzyknęła. Zaprzeczyłem ruchem głowy i pociągnąłem ją w sobie tylko znanym kierunku.
- Nie wierzysz mi, prawda? - spytała, a po jej policzku spłynęła łza. Wyciągnąłem rękę i wytarłem słoną kroplę znaczącą jej piękną twarz mokrym śladem.
- Oczywiście, że ci wierzę - Uśmiechnąłem się do niej. Westchnęła i odwzajemniła mój gest. Wyglądała tak pięknie.
- Naprawdę? - spytała z nadzieją. Pokiwałem głową. Najwyraźniej jej ulżyło. - Chciałabym jeszcze kiedyś zobaczyć rodziców - Usłyszałem. Złapałem ją za rękę i pomyślałem o miejscu, w które chcę trafić. Wyobraziłem sobie pałac księcia i księżny.
- Zamknij oczy, Lilio - szepnąłem, gdy zaczął spowijać nas czarny pył. Wykonała polecenie. Po chwili byliśmy na miejscu. Ta... to zdecydowanie nie był dobry pomysł. Dziewczyna otworzyła swoje piękne, czarne oczy.
- Gdzie jesteśmy? - spytała rozglądając się dokoła. Zaśmiałem się delikatnie.
- To jest pałac twoich rodziców - wyjaśniłem. Blondynka spojrzała na mnie z paniką na twarzy i nerwowo poruszyła skrzydłami.
- Żartujesz, prawda?! Luka powiedz, że żartujesz! - krzyknęła. Zaprzeczyłem ruchem głowy i pociągnąłem ją w sobie tylko znanym kierunku.
Rozdział czwarty
- Tak naprawdę jestem demonicą - powiedziała.
Że jak? Zapewne wyglądałem idiotycznie wpatrując się w nią z otwartymi ustami, ale nie dbałem o to. W mojej głowie wciąż brzmiały słowa, które przed chwilą usłyszałem. To by wyjaśniało jej aurę, ale...
- T-to nie... niemożliwe - wychrypiałem. Lilia zaśmiała się delikatnie i spojrzała na mnie, gdyż dotąd wpatrywała się w ziemię. W jej wzroku dostrzegłem śmiertelną powagę.
- Tak myślisz? - spytała, a jej oczy przybrały kolor demonicznej czerwieni. Rozwiała tym samym moje wątpliwości.
- Ale jak to? - spytałem, gdy oczy dziewczyny stały się na powrót czarne. Blondynka westchnęła.
- Kiedyś. Dawno temu... - zaczęła. - Anioły i demony żyły razem w niebie - skończyłem za nią. Znałem tę opowieść na pamięć. Mama opowiadała ją mnie i Renowi na dobranoc, gdy byliśmy mali.
- To też - zaśmiała się Lilia. - Ale mi chodziło o to, że na cztery lata przed wojną aniołów i demonów urodziła się demonica, która bardzo pragnęła być aniołem. Cóż... jej życzenie się spełniło i została na górze - Usłyszałem.
- Skąd wiesz o córce księcia Lucyfera i księżnej Lilith? - zapytałem. W odpowiedzi dostałem zakłopotany uśmiech.
- Wiem o niej, bo... to ja - wyszeptała cicho.
Że jak? Zapewne wyglądałem idiotycznie wpatrując się w nią z otwartymi ustami, ale nie dbałem o to. W mojej głowie wciąż brzmiały słowa, które przed chwilą usłyszałem. To by wyjaśniało jej aurę, ale...
- T-to nie... niemożliwe - wychrypiałem. Lilia zaśmiała się delikatnie i spojrzała na mnie, gdyż dotąd wpatrywała się w ziemię. W jej wzroku dostrzegłem śmiertelną powagę.
- Tak myślisz? - spytała, a jej oczy przybrały kolor demonicznej czerwieni. Rozwiała tym samym moje wątpliwości.
- Ale jak to? - spytałem, gdy oczy dziewczyny stały się na powrót czarne. Blondynka westchnęła.
- Kiedyś. Dawno temu... - zaczęła. - Anioły i demony żyły razem w niebie - skończyłem za nią. Znałem tę opowieść na pamięć. Mama opowiadała ją mnie i Renowi na dobranoc, gdy byliśmy mali.
- To też - zaśmiała się Lilia. - Ale mi chodziło o to, że na cztery lata przed wojną aniołów i demonów urodziła się demonica, która bardzo pragnęła być aniołem. Cóż... jej życzenie się spełniło i została na górze - Usłyszałem.
- Skąd wiesz o córce księcia Lucyfera i księżnej Lilith? - zapytałem. W odpowiedzi dostałem zakłopotany uśmiech.
- Wiem o niej, bo... to ja - wyszeptała cicho.
Rozdział trzeci
Z punktu widzenia Luki:
Następnego dnia:
Nuda. Zresztą jak zawsze od dwudziestu lat. Jedyną ciekawą rzeczą w moim życiu był wczorajszy dzień. Wstałem z łóżka i wszedłem do kuchni.
- Och, Luka. Wstałeś już? - Moja mama postawiła przede mną talerz z ciastem z dusz. Z westchnieniem zabrałem się za śniadanie.
- Dzisiaj też idziesz na Ziemię? - spytał mój dwunastoletni brat.
- Jak zawsze, Ren. Przecież mnie znasz - Uśmiechnąłem się na myśl o dzisiejszym spotkaniu z Lilią. Ta anielica naprawdę mnie intrygowała. Była piękniejsza od niejednej anielskiej kobiety, a mogłem w niej wyczuć demoniczną aurę.
- Luka... ja nadal uważam, że nie powinieneś szukać sobie kontrahenta na siłę - Z zamyślenia wyrwał mnie głos mamy. Machnąłem skrzydłami z irytacją.
- Tu nie chodzi o kontrakt - powiedziałem. Brat i rodzicielka spojrzeli na mnie zdziwieni.
- A o co? - Usłyszałem i zakląłem w myślach. Przecież nie mogę się przyznać, że wczoraj poznałem młodą anielicę i jestem z nią dziś umówiony na spotkanie. Cholera jasna! Szlag by to trafił!
- Eee... po prostu... lubię sobie oddychać ziemskim powietrzem. Dzięki temu mam dużo energii - Wymyśliłem na poczekaniu. Dokończyłem śniadanie i wyszedłem z domu.
Gdy dotarłem na Ziemię i usiadłem pod jabłonią (tą samą, pod którą spotkałem Lilię) cicho westchnąłem. Zastanawiałem się co mnie podkusiło do zaproponowania dziewczynie spotkania. Przecież to jest, kurwa, anielica, a ja jestem demonem! Nie powinniśmy się spotykać! To przecież zalicza się do "zdrady rasy" (przynajmniej u demonów)! Ten cały Rafael miał rację... nie jestem dla niej odpowiednim towarzystwem. Moje dalsze rozmyślania przerwał odgłos delikatnych kroków.
- Luka! - Usłyszałem radosny głos i spojrzałem w stronę biegnącej w mym kierunku dziewczyny. Wstałem i złożyłem skrzydła.
- Witaj, Lilio - rzekłem z uśmiechem przytulając ją.
Już po chwili spacerowaliśmy po łące rozmawiając. Ciągle przyłapywałem się na wpatrywaniu w moją towarzyszkę, jak w obrazek.
- Luka... - Blondynka w pewnej chwili przystanęła i spojrzała na mnie. Jej policzki pokrywał rumieniec. Uroczo.
- Tak? - odezwałem się.
- Dlaczego tak się patrzysz? - zapytała spuszczając głowę. Zaśmiałem się pod nosem, chwyciłem delikatnie jej podbródek i zmusiłem ją by na mnie spojrzała.
- Bo jesteś najpiękniejszą dziewczyną jaką widziałem - rzekłem zgodnie z prawdą. Anielica zaśmiała się nerwowo.
- Doprawdy? - spytała. Pokiwałem głową. Lilia uśmiechnęła się; wyglądała jeszcze piękniej niż przed chwilą.
Siedzieliśmy pod rozłożystym klonem oparci o gruby pień. Dziewczyna opowiadała mi jak życie toczy się w niebie. Słuchałem jej opowieści w skupieniu, ale ciągle zastanawiałem się nad jej aurą.
"Raz kozie śmierć!" pomyślałem w końcu.
- Lilio? A ty jesteś prawdziwym aniołem? - spytałem. Dziewczyna zaśmiała się nerwowo.
- Nie do końca - mruknęła.
- Jak to? - zdziwiłem się.
- Tak naprawdę jestem demonicą.
Następnego dnia:
Nuda. Zresztą jak zawsze od dwudziestu lat. Jedyną ciekawą rzeczą w moim życiu był wczorajszy dzień. Wstałem z łóżka i wszedłem do kuchni.
- Och, Luka. Wstałeś już? - Moja mama postawiła przede mną talerz z ciastem z dusz. Z westchnieniem zabrałem się za śniadanie.
- Dzisiaj też idziesz na Ziemię? - spytał mój dwunastoletni brat.
- Jak zawsze, Ren. Przecież mnie znasz - Uśmiechnąłem się na myśl o dzisiejszym spotkaniu z Lilią. Ta anielica naprawdę mnie intrygowała. Była piękniejsza od niejednej anielskiej kobiety, a mogłem w niej wyczuć demoniczną aurę.
- Luka... ja nadal uważam, że nie powinieneś szukać sobie kontrahenta na siłę - Z zamyślenia wyrwał mnie głos mamy. Machnąłem skrzydłami z irytacją.
- Tu nie chodzi o kontrakt - powiedziałem. Brat i rodzicielka spojrzeli na mnie zdziwieni.
- A o co? - Usłyszałem i zakląłem w myślach. Przecież nie mogę się przyznać, że wczoraj poznałem młodą anielicę i jestem z nią dziś umówiony na spotkanie. Cholera jasna! Szlag by to trafił!
- Eee... po prostu... lubię sobie oddychać ziemskim powietrzem. Dzięki temu mam dużo energii - Wymyśliłem na poczekaniu. Dokończyłem śniadanie i wyszedłem z domu.
Gdy dotarłem na Ziemię i usiadłem pod jabłonią (tą samą, pod którą spotkałem Lilię) cicho westchnąłem. Zastanawiałem się co mnie podkusiło do zaproponowania dziewczynie spotkania. Przecież to jest, kurwa, anielica, a ja jestem demonem! Nie powinniśmy się spotykać! To przecież zalicza się do "zdrady rasy" (przynajmniej u demonów)! Ten cały Rafael miał rację... nie jestem dla niej odpowiednim towarzystwem. Moje dalsze rozmyślania przerwał odgłos delikatnych kroków.
- Luka! - Usłyszałem radosny głos i spojrzałem w stronę biegnącej w mym kierunku dziewczyny. Wstałem i złożyłem skrzydła.
- Witaj, Lilio - rzekłem z uśmiechem przytulając ją.
Już po chwili spacerowaliśmy po łące rozmawiając. Ciągle przyłapywałem się na wpatrywaniu w moją towarzyszkę, jak w obrazek.
- Luka... - Blondynka w pewnej chwili przystanęła i spojrzała na mnie. Jej policzki pokrywał rumieniec. Uroczo.
- Tak? - odezwałem się.
- Dlaczego tak się patrzysz? - zapytała spuszczając głowę. Zaśmiałem się pod nosem, chwyciłem delikatnie jej podbródek i zmusiłem ją by na mnie spojrzała.
- Bo jesteś najpiękniejszą dziewczyną jaką widziałem - rzekłem zgodnie z prawdą. Anielica zaśmiała się nerwowo.
- Doprawdy? - spytała. Pokiwałem głową. Lilia uśmiechnęła się; wyglądała jeszcze piękniej niż przed chwilą.
Siedzieliśmy pod rozłożystym klonem oparci o gruby pień. Dziewczyna opowiadała mi jak życie toczy się w niebie. Słuchałem jej opowieści w skupieniu, ale ciągle zastanawiałem się nad jej aurą.
"Raz kozie śmierć!" pomyślałem w końcu.
- Lilio? A ty jesteś prawdziwym aniołem? - spytałem. Dziewczyna zaśmiała się nerwowo.
- Nie do końca - mruknęła.
- Jak to? - zdziwiłem się.
- Tak naprawdę jestem demonicą.
Rozdział drugi
Nie uszłam daleko, gdy zobaczyłam coś, co mnie zdumiało. Pod drzewem siedział czarnowłosy chłopak o smolistych skrzydłach. Był mniej, więcej w moim wieku. Chciałam się oddalić, ale on zauważył mnie i prychnął z pogardą.
- Anioł... - mruknął z niechęcią, patrząc na moje skrzydła. Posłałam mu zdziwione spojrzenie.
- Bycie aniołem to coś złego? - spytałam, a na moje usta wpełzł delikatny uśmiech.
- Dla demonów tak - Usłyszałam i westchnęłam.
- Skoro ci przeszkadzam to się oddalę - mruknęłam i poszłam dalej przed siebie.
- Hej, zaczekaj! - Po kilku minutach usłyszałam wołanie i odwróciłam się. W moją stronę biegł demon, z którym rozmawiałam.
- Coś się stało? - zapytałam. On zatrzymał się przy mnie.
- Masz dziwną aurę, jak na anioła - mruknął, a ja zaśmiałam się delikatnie.
- Więc?
- Jak masz na imię?
- Och... Lilia.
- Ładnie. Pasuje ci. Ja jestem Luka. Miło cię poznać, Lilio.
- Ciebie też, Luka - Podaliśmy sobie dłonie.
- Jesteś pierwszy raz na Ziemi, prawda? - Po krótkim spacerze usiedliśmy na łące. Oderwałam wzrok od motyla siedzącego na mojej dłoni. W niebie nie było motyli. To znaczy... ponoć były, ale ja nigdy nie opuszczałam wioski, więc żadnego dotąd nie widziałam.
- Tak - potwierdziłam.
- To widać - zaśmiał się Luka. Westchnęłam.
- Dopiero co otrzymałam skrzydła. Wcześniej wizyta na Ziemi byłaby niemożliwa - wyjaśniłam. Luka posłał mi zdziwione spojrzenie.
- To u was nie dostaje się skrzydeł od razu? - zapytał.
- Nie - zaśmiałam się.
- A u nas tak - powiedział z wyraźną nutą dumy w głosie. Pokręciłam głową w rozbawieniu. Ech, te demony... są tak pysznymi stworzeniami.
- Pan uważa, że cierpliwość to cnota, którą powinien posiadać każdy anioł. Dlatego skrzydła dostajemy równo 20 wiosen po narodzeniu się - wyjaśniłam słuchającemu w skupieniu demonowi. Luka nagle westchnął i spojrzał tęsknie w niebo.
- Jak tam jest? - zapytał melancholijnie.
- Przepięknie - Uśmiechnęłam się rozmarzona. - Wszystkie anioły mieszkają z Panem w wiosce, a poza nią rozciągają się piękne łąki, pola, ogrody, dzikie sady, lasy... - rozmarzyłam się.
- Aha... fajnie - mruknął brunet.
- Wy tak nie macie? - zdziwiłam się, a on pokręcił głową.
- Nie. My mamy tylko nasze miasto, pałac księcia Lucyfera i księżny Lilith, a poza tym... są tam pustkowia, ogromne połacie spalonej ziemi i pełen żalu krzyk potępionych, którzy za życie w ciężkich grzechach muszą odbywać wieczne kary-pokuty - wyjaśnił.
- Życie w ciężkich grzechach?
- Tak. Mam tu na myśli, np. samobójców, albo morderców.
- A pozostali grzesznicy?
- Och! A pozostali po prostu wykonują drobne prace w pałacu, no wiesz... gotują, sprzątają, itd.
- Rozumiem...
Rozmawialiśmy jeszcze na różne tematy, gdy nagle...
- Lilia! Hej, Lilia! Gdzie jesteś, aniołku?! - Rozległy się czyjeś krzyki, a ja westchnęłam ciężko i wstałam.
- To Michał, Rafael i Gabriel. Muszę już iść - Otrzepałam ubranie z trawy i ziemi.
- Lilio, zaczekaj - Luka złapał mnie za nadgarstek.
- Tak? - Spojrzałam na niego.
- Moglibyśmy... to znaczy... czy ty...spotkamysiętujeszcze? - wyrzucił z siebie na jednym wydechu.
- Słucham? - zdziwiłam się.
- Spotkamy się tu jeszcze? - spytał. Uśmiechnęłam się delikatnie.
- No jasne - Uśmiechnęłam się.
- Lilio! - Usłyszałam pełen wyrzutu głos.
- Słucham, Rafaelu - Odwróciłam się z uśmiechem. Anioł złapał mnie za rękę.
- Chodźmy. To nie jest towarzystwo dla ciebie - powiedział idąc przed siebie. Pod drzewem czekali Michał i Gabriel.
- Lilia! No, nareszcie! Gdzie się podziewałaś?!
- Była zajęta rozmową z młodym demonem.
- CO?!
- Przepraszam... - szepnęłam spuszczając głowę.
- Ech... nie szkodzi. Lećmy już - Po tych słowach rozwinęliśmy skrzydła i odlecieliśmy do Nieba.
- Anioł... - mruknął z niechęcią, patrząc na moje skrzydła. Posłałam mu zdziwione spojrzenie.
- Bycie aniołem to coś złego? - spytałam, a na moje usta wpełzł delikatny uśmiech.
- Dla demonów tak - Usłyszałam i westchnęłam.
- Skoro ci przeszkadzam to się oddalę - mruknęłam i poszłam dalej przed siebie.
- Hej, zaczekaj! - Po kilku minutach usłyszałam wołanie i odwróciłam się. W moją stronę biegł demon, z którym rozmawiałam.
- Coś się stało? - zapytałam. On zatrzymał się przy mnie.
- Masz dziwną aurę, jak na anioła - mruknął, a ja zaśmiałam się delikatnie.
- Więc?
- Jak masz na imię?
- Och... Lilia.
- Ładnie. Pasuje ci. Ja jestem Luka. Miło cię poznać, Lilio.
- Ciebie też, Luka - Podaliśmy sobie dłonie.
- Jesteś pierwszy raz na Ziemi, prawda? - Po krótkim spacerze usiedliśmy na łące. Oderwałam wzrok od motyla siedzącego na mojej dłoni. W niebie nie było motyli. To znaczy... ponoć były, ale ja nigdy nie opuszczałam wioski, więc żadnego dotąd nie widziałam.
- Tak - potwierdziłam.
- To widać - zaśmiał się Luka. Westchnęłam.
- Dopiero co otrzymałam skrzydła. Wcześniej wizyta na Ziemi byłaby niemożliwa - wyjaśniłam. Luka posłał mi zdziwione spojrzenie.
- To u was nie dostaje się skrzydeł od razu? - zapytał.
- Nie - zaśmiałam się.
- A u nas tak - powiedział z wyraźną nutą dumy w głosie. Pokręciłam głową w rozbawieniu. Ech, te demony... są tak pysznymi stworzeniami.
- Pan uważa, że cierpliwość to cnota, którą powinien posiadać każdy anioł. Dlatego skrzydła dostajemy równo 20 wiosen po narodzeniu się - wyjaśniłam słuchającemu w skupieniu demonowi. Luka nagle westchnął i spojrzał tęsknie w niebo.
- Jak tam jest? - zapytał melancholijnie.
- Przepięknie - Uśmiechnęłam się rozmarzona. - Wszystkie anioły mieszkają z Panem w wiosce, a poza nią rozciągają się piękne łąki, pola, ogrody, dzikie sady, lasy... - rozmarzyłam się.
- Aha... fajnie - mruknął brunet.
- Wy tak nie macie? - zdziwiłam się, a on pokręcił głową.
- Nie. My mamy tylko nasze miasto, pałac księcia Lucyfera i księżny Lilith, a poza tym... są tam pustkowia, ogromne połacie spalonej ziemi i pełen żalu krzyk potępionych, którzy za życie w ciężkich grzechach muszą odbywać wieczne kary-pokuty - wyjaśnił.
- Życie w ciężkich grzechach?
- Tak. Mam tu na myśli, np. samobójców, albo morderców.
- A pozostali grzesznicy?
- Och! A pozostali po prostu wykonują drobne prace w pałacu, no wiesz... gotują, sprzątają, itd.
- Rozumiem...
Rozmawialiśmy jeszcze na różne tematy, gdy nagle...
- Lilia! Hej, Lilia! Gdzie jesteś, aniołku?! - Rozległy się czyjeś krzyki, a ja westchnęłam ciężko i wstałam.
- To Michał, Rafael i Gabriel. Muszę już iść - Otrzepałam ubranie z trawy i ziemi.
- Lilio, zaczekaj - Luka złapał mnie za nadgarstek.
- Tak? - Spojrzałam na niego.
- Moglibyśmy... to znaczy... czy ty...spotkamysiętujeszcze? - wyrzucił z siebie na jednym wydechu.
- Słucham? - zdziwiłam się.
- Spotkamy się tu jeszcze? - spytał. Uśmiechnęłam się delikatnie.
- No jasne - Uśmiechnęłam się.
- Lilio! - Usłyszałam pełen wyrzutu głos.
- Słucham, Rafaelu - Odwróciłam się z uśmiechem. Anioł złapał mnie za rękę.
- Chodźmy. To nie jest towarzystwo dla ciebie - powiedział idąc przed siebie. Pod drzewem czekali Michał i Gabriel.
- Lilia! No, nareszcie! Gdzie się podziewałaś?!
- Była zajęta rozmową z młodym demonem.
- CO?!
- Przepraszam... - szepnęłam spuszczając głowę.
- Ech... nie szkodzi. Lećmy już - Po tych słowach rozwinęliśmy skrzydła i odlecieliśmy do Nieba.
Rozdział pierwszy
Szłam drogą pomiędzy domami, z których co jakiś czas wychodziły anioły, a moje blond włosy (odziedziczone ponoć po mamie, choć ja tego nie pamiętam, bo ostatni raz ją widziałam jak miałam 4 lata) unosiły się na wietrze. Wioska aniołów, gdzie wszyscy mieszkaliśmy była naprawdę duża i piękna. W domu Pana (nie, nie chodzi o kościół) było dziś wyjątkowo pięknie i jasno. Usiedliśmy wszyscy do stołu, zmówiliśmy modlitwę i zaczęliśmy jeść. Po śniadaniu Pan poprosił mnie bym udała się za Nim, a ja wykonałam Jego prośbę z dużym bananem na twarzy. Przeszliśmy z Panem do salonu, gdzie zgodnie z prośbą stanęłam przed lustrem. Spojrzałam w odbicie i aż zachłysnęłam się powietrzem. Zobaczyłam bowiem siebie z dużymi skrzydłami o kolorze najczystszego śniegu, które nagle... zaczęły zmieniać kolor na głęboką czerń, by w końcu jedno stało się czarne, a drugie białe. CO TO ZNACZY?! Spojrzałam na Pana, który wyglądał na zamyślonego, zdziwionego i zaniepokojonego jednocześnie.
- P-panie? - zapytałam, a Stwórca uśmiechnął się pokrzepiająco.
- To nic, aniołku - powiedział. Nagle znikąd pojawiło się białe światło i przesłoniło mi wszelką widoczność, a gdy zniknęło poczułam ciężar na plecach. Przeglądnęłam się w innym lustrze i...
- Mam takie piękne skrzydła! - zawołałam okręcając się. Podziękowałam Panu za ten prezent i wybiegłam z pomieszczenia. Michał, Rafael i Gabriel czekali na zewnątrz. Gdy tylko do nich podbiegłam przytulili mnie gratulując białych skrzydeł.
- No to... lecimy na Ziemię - Gabriel uśmiechnął się do mnie zachęcająco. Słabo odwzajemniłam gest. Rafael położył rękę na moim ramieniu.
- Nie martw się tym tak - powiedział. - Najgorsza jest pierwsza próba, ale jak już poczujesz wiatr w piórach to będzie dobrze - Pokiwałam głową na znak, że rozumiem i wzbiłam się w powietrze. To było... NIESAMOWITE. Czułam się... wolna. Tak po prostu wolna. Uśmiechnęłam się leciutko i spojrzałam za siebie. Niebo oddalało się coraz szybciej. Aż zakręciło mi się w głowie.
- Hej, Lilia! - Michał przywołał mnie gestem ręki. Skinęłam głową i podleciałam do "braci". - Przed nami Ziemia - Usłyszałam i nim zdążyłam się zorientować wylądowałam gładko na czymś zielonym i miękkim. W niebie tego nie było, bo tam były tylko chmury. - To trawa - wyjaśnili mi rozbawieni aniołowie, gdy spojrzałam na nich pytająco. Złożyliśmy skrzydła i rozdzieliliśmy się umawiając spotkanie w miejscu, gdzie wylądowaliśmy. Nie uszłam daleko, gdy ujrzałam coś, co mnie zdumiało.
- P-panie? - zapytałam, a Stwórca uśmiechnął się pokrzepiająco.
- To nic, aniołku - powiedział. Nagle znikąd pojawiło się białe światło i przesłoniło mi wszelką widoczność, a gdy zniknęło poczułam ciężar na plecach. Przeglądnęłam się w innym lustrze i...
- Mam takie piękne skrzydła! - zawołałam okręcając się. Podziękowałam Panu za ten prezent i wybiegłam z pomieszczenia. Michał, Rafael i Gabriel czekali na zewnątrz. Gdy tylko do nich podbiegłam przytulili mnie gratulując białych skrzydeł.
- No to... lecimy na Ziemię - Gabriel uśmiechnął się do mnie zachęcająco. Słabo odwzajemniłam gest. Rafael położył rękę na moim ramieniu.
- Nie martw się tym tak - powiedział. - Najgorsza jest pierwsza próba, ale jak już poczujesz wiatr w piórach to będzie dobrze - Pokiwałam głową na znak, że rozumiem i wzbiłam się w powietrze. To było... NIESAMOWITE. Czułam się... wolna. Tak po prostu wolna. Uśmiechnęłam się leciutko i spojrzałam za siebie. Niebo oddalało się coraz szybciej. Aż zakręciło mi się w głowie.
- Hej, Lilia! - Michał przywołał mnie gestem ręki. Skinęłam głową i podleciałam do "braci". - Przed nami Ziemia - Usłyszałam i nim zdążyłam się zorientować wylądowałam gładko na czymś zielonym i miękkim. W niebie tego nie było, bo tam były tylko chmury. - To trawa - wyjaśnili mi rozbawieni aniołowie, gdy spojrzałam na nich pytająco. Złożyliśmy skrzydła i rozdzieliliśmy się umawiając spotkanie w miejscu, gdzie wylądowaliśmy. Nie uszłam daleko, gdy ujrzałam coś, co mnie zdumiało.
Prolog
Wszystkim się wydaje, że demony zawsze były złe, że zawsze były skazane na porażkę i cierpienie, że nigdy nie było w nich dobra, ale... to nieprawda. Demony też są dobre i potrafią kochać, choć może się to wydać nieprawdopodobne...
Po domu rozniósł się płacz niemowlęcia. Do pokoju, gdzie właśnie uwijały się pielęgniarki wszedł młody demon i spojrzał na żonę. Demonica uśmiechała się leciutko patrząc z miłością na białe zawiniątko.
- Kochanie? - Mężczyzna złożył duże, czarne skrzydła i podszedł do kobiety.
- Śliczna, prawda? - spytała podając mu córkę. Lucyfer spojrzał na dziewczynkę, która w tym momencie otworzyła czarne oczka i uśmiechem powitała tatę.
- Przepiękna. Będzie miała na imię... Lilia - Lilith uśmiechnęła się z trudem kryjąc ból.
Mijał czas, a Lilia wyrosła na mądrą czterolatkę. W tym czasie demony zbuntowały się i wystąpiły przeciw Bogu. Wojna między aniołami, a demonami trwała bardzo długo, a kiedy się skończyła ci, którzy nie brali w niej udziału musieli opowiedzieć się po jednej ze stron. Lucyfer i Lilith złapali córkę za ręce i zaczęli się oddalać, gdy nagle...
- A ty, Lilio? - Usłyszeli głos Michała Archanioła i odwrócili się.
- Co ja? - zapytała zdziwiona dziewczynka.
- Gdzie chcesz żyć? Tu czy z rodzicami?
- A czy to nie oczywiste? - warknął Lucyfer pewny, że córka opowie się po jego stronie. W końcu to demonica, prawda?
- Wiem, ale muszę zapytać. Taka procedura - westchnął anioł. Naprawdę nie miał ochoty na sprzeczkę z dwójką potężnych demonów.
- J-ja... - zawahała się dziewczynka. Wiedziała, gdzie chce zostać, ale rodziców to nie ucieszy. - Mamo, tato przepraszam, ale... ja...chcę tu zostać - Trzy ostatnie słowa niemal wyszeptała spuszczając głowę. Dwa demony i anioł patrzyli oniemieli na dziewczynkę, która marzyła o zapadnięciu się pod ziemię.
- S-słucham?!!! - Lucyfer odzyskał głos. Lilith westchnęła i przytuliła córkę.
- Skoro tego chcesz to bądź szczęśliwa - powiedziała po prostu.
- Lecz pamiętaj... - Nagle znikąd pojawił się Stwórca. - ...że od tej decyzji nie ma odwrotu. Zastanów się, dziecko - powiedział Pan.
Otworzyłam oczy, przez chwilę wpatrując się w półmrok. Dlaczego wciąż śni mi się moje dzieciństwo?! Po kilku minutach do pokoju wszedł jeden z "braci" i odsunął zasłony wpuszczając do pomieszczenia poranne słońce.
- Czas wstawać, aniołku - powiedział Michał.
- Ile razy mam powtarzać, żebyście mnie tak nie nazywali? Tylko Pan ma prawo tak do mnie mówić - przypomniałam wstając. Spojrzałam na zegarek. - Jak ja kocham rano wstawać... - mruknęłam.
- Kto rano wstaje... - zaczął archanioł.
- ...temu Pan Bóg daje, wiem - skończyłam powiedzenie i zajęłam się poranną toaletą. Dzisiaj jest dla mnie ważny dzień, bo kończę 20 lat i... dostaję skrzydła. Jej! Ciekawe czy będą białe, czy czarne. Chciałabym białe jak pozostałe anioły, ale ze względu na pochodzenie bardziej prawdopodobne jest, że dostanę czarne. Ech... a potem nastąpi długo wyczekiwana przeze mnie chwila i Michał, Rafael oraz Gabriel zabiorą mnie na Ziemię. Tak się na to cieszę, że... ojejku! Michał przypatrywał mi się z rozbawieniem, jak próbowałam powstrzymać emocje. Prychnęłam pod nosem i wyszłam na spotkanie "przeznaczenia".
Po domu rozniósł się płacz niemowlęcia. Do pokoju, gdzie właśnie uwijały się pielęgniarki wszedł młody demon i spojrzał na żonę. Demonica uśmiechała się leciutko patrząc z miłością na białe zawiniątko.
- Kochanie? - Mężczyzna złożył duże, czarne skrzydła i podszedł do kobiety.
- Śliczna, prawda? - spytała podając mu córkę. Lucyfer spojrzał na dziewczynkę, która w tym momencie otworzyła czarne oczka i uśmiechem powitała tatę.
- Przepiękna. Będzie miała na imię... Lilia - Lilith uśmiechnęła się z trudem kryjąc ból.
Mijał czas, a Lilia wyrosła na mądrą czterolatkę. W tym czasie demony zbuntowały się i wystąpiły przeciw Bogu. Wojna między aniołami, a demonami trwała bardzo długo, a kiedy się skończyła ci, którzy nie brali w niej udziału musieli opowiedzieć się po jednej ze stron. Lucyfer i Lilith złapali córkę za ręce i zaczęli się oddalać, gdy nagle...
- A ty, Lilio? - Usłyszeli głos Michała Archanioła i odwrócili się.
- Co ja? - zapytała zdziwiona dziewczynka.
- Gdzie chcesz żyć? Tu czy z rodzicami?
- A czy to nie oczywiste? - warknął Lucyfer pewny, że córka opowie się po jego stronie. W końcu to demonica, prawda?
- Wiem, ale muszę zapytać. Taka procedura - westchnął anioł. Naprawdę nie miał ochoty na sprzeczkę z dwójką potężnych demonów.
- J-ja... - zawahała się dziewczynka. Wiedziała, gdzie chce zostać, ale rodziców to nie ucieszy. - Mamo, tato przepraszam, ale... ja...chcę tu zostać - Trzy ostatnie słowa niemal wyszeptała spuszczając głowę. Dwa demony i anioł patrzyli oniemieli na dziewczynkę, która marzyła o zapadnięciu się pod ziemię.
- S-słucham?!!! - Lucyfer odzyskał głos. Lilith westchnęła i przytuliła córkę.
- Skoro tego chcesz to bądź szczęśliwa - powiedziała po prostu.
- Lecz pamiętaj... - Nagle znikąd pojawił się Stwórca. - ...że od tej decyzji nie ma odwrotu. Zastanów się, dziecko - powiedział Pan.
Otworzyłam oczy, przez chwilę wpatrując się w półmrok. Dlaczego wciąż śni mi się moje dzieciństwo?! Po kilku minutach do pokoju wszedł jeden z "braci" i odsunął zasłony wpuszczając do pomieszczenia poranne słońce.
- Czas wstawać, aniołku - powiedział Michał.
- Ile razy mam powtarzać, żebyście mnie tak nie nazywali? Tylko Pan ma prawo tak do mnie mówić - przypomniałam wstając. Spojrzałam na zegarek. - Jak ja kocham rano wstawać... - mruknęłam.
- Kto rano wstaje... - zaczął archanioł.
- ...temu Pan Bóg daje, wiem - skończyłam powiedzenie i zajęłam się poranną toaletą. Dzisiaj jest dla mnie ważny dzień, bo kończę 20 lat i... dostaję skrzydła. Jej! Ciekawe czy będą białe, czy czarne. Chciałabym białe jak pozostałe anioły, ale ze względu na pochodzenie bardziej prawdopodobne jest, że dostanę czarne. Ech... a potem nastąpi długo wyczekiwana przeze mnie chwila i Michał, Rafael oraz Gabriel zabiorą mnie na Ziemię. Tak się na to cieszę, że... ojejku! Michał przypatrywał mi się z rozbawieniem, jak próbowałam powstrzymać emocje. Prychnęłam pod nosem i wyszłam na spotkanie "przeznaczenia".
poniedziałek, 16 stycznia 2017
Opis
Dawno, dawno temu (tak dawno, że nikt tego już nie pamięta), gdy anioły i demony żyły jeszcze razem w zgodzie... większą część społeczeństwa stanowiły tak zwane "mieszańce" będące pół aniołami, pół demonami. Naprawdę trudno było wtedy o rasę "czystej krwi". Na cztery lata przed wojną aniołów i demonów pewnej demonicznej parze rodzi się córka - Lilia. Gdy dochodzi do wojny wszyscy ci, którzy nie brali w niej udziału muszą zdecydować, po której chcą być stronie, ale... co się stanie, gdy czteroletnia demonica powie, że chce być aniołem? Jak potoczą się losy dziewczyny, która przez pewien błąd przekreśliła na zawsze swoje wymarzone życie?
Subskrybuj:
Posty (Atom)