wtorek, 17 stycznia 2017

Rozdział piąty

J-jak to w ogóle możliwe?! Że niby rozmawiam z córką naszych władców?! Niebywałe! Lilia zaniepokojona długą ciszą z mojej strony westchnęła.
 - Nie wierzysz mi, prawda? - spytała, a po jej policzku spłynęła łza. Wyciągnąłem rękę i wytarłem słoną kroplę znaczącą jej piękną twarz mokrym śladem.
 - Oczywiście, że ci wierzę - Uśmiechnąłem się do niej. Westchnęła i odwzajemniła mój gest. Wyglądała tak pięknie.
 - Naprawdę? - spytała z nadzieją. Pokiwałem głową. Najwyraźniej jej ulżyło. - Chciałabym jeszcze kiedyś zobaczyć rodziców - Usłyszałem. Złapałem ją za rękę i pomyślałem o miejscu, w które chcę trafić. Wyobraziłem sobie pałac księcia i księżny. 
 - Zamknij oczy, Lilio - szepnąłem, gdy zaczął spowijać nas czarny pył. Wykonała polecenie. Po chwili byliśmy na miejscu. Ta... to zdecydowanie nie był dobry pomysł. Dziewczyna otworzyła swoje piękne, czarne oczy.
 - Gdzie jesteśmy? - spytała rozglądając się dokoła. Zaśmiałem się delikatnie.
 - To jest pałac twoich rodziców - wyjaśniłem. Blondynka spojrzała na mnie z paniką na twarzy i nerwowo poruszyła skrzydłami.
 - Żartujesz, prawda?! Luka powiedz, że żartujesz! - krzyknęła. Zaprzeczyłem ruchem głowy i pociągnąłem ją w sobie tylko znanym kierunku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz