Nie uszłam daleko, gdy zobaczyłam coś, co mnie zdumiało. Pod drzewem siedział czarnowłosy chłopak o smolistych skrzydłach. Był mniej, więcej w moim wieku. Chciałam się oddalić, ale on zauważył mnie i prychnął z pogardą.
- Anioł... - mruknął z niechęcią, patrząc na moje skrzydła. Posłałam mu zdziwione spojrzenie.
- Bycie aniołem to coś złego? - spytałam, a na moje usta wpełzł delikatny uśmiech.
- Dla demonów tak - Usłyszałam i westchnęłam.
- Skoro ci przeszkadzam to się oddalę - mruknęłam i poszłam dalej przed siebie.
- Hej, zaczekaj! - Po kilku minutach usłyszałam wołanie i odwróciłam się. W moją stronę biegł demon, z którym rozmawiałam.
- Coś się stało? - zapytałam. On zatrzymał się przy mnie.
- Masz dziwną aurę, jak na anioła - mruknął, a ja zaśmiałam się delikatnie.
- Więc?
- Jak masz na imię?
- Och... Lilia.
- Ładnie. Pasuje ci. Ja jestem Luka. Miło cię poznać, Lilio.
- Ciebie też, Luka - Podaliśmy sobie dłonie.
- Jesteś pierwszy raz na Ziemi, prawda? - Po krótkim spacerze usiedliśmy na łące. Oderwałam wzrok od motyla siedzącego na mojej dłoni. W niebie nie było motyli. To znaczy... ponoć były, ale ja nigdy nie opuszczałam wioski, więc żadnego dotąd nie widziałam.
- Tak - potwierdziłam.
- To widać - zaśmiał się Luka. Westchnęłam.
- Dopiero co otrzymałam skrzydła. Wcześniej wizyta na Ziemi byłaby niemożliwa - wyjaśniłam. Luka posłał mi zdziwione spojrzenie.
- To u was nie dostaje się skrzydeł od razu? - zapytał.
- Nie - zaśmiałam się.
- A u nas tak - powiedział z wyraźną nutą dumy w głosie. Pokręciłam głową w rozbawieniu. Ech, te demony... są tak pysznymi stworzeniami.
- Pan uważa, że cierpliwość to cnota, którą powinien posiadać każdy anioł. Dlatego skrzydła dostajemy równo 20 wiosen po narodzeniu się - wyjaśniłam słuchającemu w skupieniu demonowi. Luka nagle westchnął i spojrzał tęsknie w niebo.
- Jak tam jest? - zapytał melancholijnie.
- Przepięknie - Uśmiechnęłam się rozmarzona. - Wszystkie anioły mieszkają z Panem w wiosce, a poza nią rozciągają się piękne łąki, pola, ogrody, dzikie sady, lasy... - rozmarzyłam się.
- Aha... fajnie - mruknął brunet.
- Wy tak nie macie? - zdziwiłam się, a on pokręcił głową.
- Nie. My mamy tylko nasze miasto, pałac księcia Lucyfera i księżny Lilith, a poza tym... są tam pustkowia, ogromne połacie spalonej ziemi i pełen żalu krzyk potępionych, którzy za życie w ciężkich grzechach muszą odbywać wieczne kary-pokuty - wyjaśnił.
- Życie w ciężkich grzechach?
- Tak. Mam tu na myśli, np. samobójców, albo morderców.
- A pozostali grzesznicy?
- Och! A pozostali po prostu wykonują drobne prace w pałacu, no wiesz... gotują, sprzątają, itd.
- Rozumiem...
Rozmawialiśmy jeszcze na różne tematy, gdy nagle...
- Lilia! Hej, Lilia! Gdzie jesteś, aniołku?! - Rozległy się czyjeś krzyki, a ja westchnęłam ciężko i wstałam.
- To Michał, Rafael i Gabriel. Muszę już iść - Otrzepałam ubranie z trawy i ziemi.
- Lilio, zaczekaj - Luka złapał mnie za nadgarstek.
- Tak? - Spojrzałam na niego.
- Moglibyśmy... to znaczy... czy ty...spotkamysiętujeszcze? - wyrzucił z siebie na jednym wydechu.
- Słucham? - zdziwiłam się.
- Spotkamy się tu jeszcze? - spytał. Uśmiechnęłam się delikatnie.
- No jasne - Uśmiechnęłam się.
- Lilio! - Usłyszałam pełen wyrzutu głos.
- Słucham, Rafaelu - Odwróciłam się z uśmiechem. Anioł złapał mnie za rękę.
- Chodźmy. To nie jest towarzystwo dla ciebie - powiedział idąc przed siebie. Pod drzewem czekali Michał i Gabriel.
- Lilia! No, nareszcie! Gdzie się podziewałaś?!
- Była zajęta rozmową z młodym demonem.
- CO?!
- Przepraszam... - szepnęłam spuszczając głowę.
- Ech... nie szkodzi. Lećmy już - Po tych słowach rozwinęliśmy skrzydła i odlecieliśmy do Nieba.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz