wtorek, 17 stycznia 2017

Rozdział drugi

Nie uszłam daleko, gdy zobaczyłam coś, co mnie zdumiało. Pod drzewem siedział czarnowłosy chłopak o smolistych skrzydłach. Był mniej, więcej w moim wieku. Chciałam się oddalić, ale on zauważył mnie i prychnął z pogardą.
 - Anioł... - mruknął z niechęcią, patrząc na moje skrzydła. Posłałam mu zdziwione spojrzenie.
 - Bycie aniołem to coś złego? - spytałam, a na moje usta wpełzł delikatny uśmiech.
 - Dla demonów tak - Usłyszałam i westchnęłam.
 - Skoro ci przeszkadzam to się oddalę - mruknęłam i poszłam dalej przed siebie.
 - Hej, zaczekaj! - Po kilku minutach usłyszałam wołanie i odwróciłam się. W moją stronę biegł demon, z którym rozmawiałam.
 - Coś się stało? - zapytałam. On zatrzymał się przy mnie.
 - Masz dziwną aurę, jak na anioła - mruknął, a ja zaśmiałam się delikatnie.
 - Więc? 
 - Jak masz na imię?
 - Och... Lilia.
 - Ładnie. Pasuje ci. Ja jestem Luka. Miło cię poznać, Lilio.
 - Ciebie też, Luka - Podaliśmy sobie dłonie. 
 - Jesteś pierwszy raz na Ziemi, prawda? - Po krótkim spacerze usiedliśmy na łące. Oderwałam wzrok od motyla siedzącego na mojej dłoni. W niebie nie było motyli. To znaczy... ponoć były, ale ja nigdy nie opuszczałam wioski, więc żadnego dotąd nie widziałam. 
 - Tak - potwierdziłam.
 - To widać - zaśmiał się Luka. Westchnęłam.
 - Dopiero co otrzymałam skrzydła. Wcześniej wizyta na Ziemi byłaby niemożliwa - wyjaśniłam. Luka posłał mi zdziwione spojrzenie.
 - To u was nie dostaje się skrzydeł od razu? - zapytał.
 - Nie - zaśmiałam się.
 - A u nas tak - powiedział z wyraźną nutą dumy w głosie. Pokręciłam głową w rozbawieniu. Ech, te demony... są tak pysznymi stworzeniami.
 - Pan uważa, że cierpliwość to cnota, którą powinien posiadać każdy anioł. Dlatego skrzydła dostajemy równo 20 wiosen po narodzeniu się - wyjaśniłam słuchającemu w skupieniu demonowi. Luka nagle westchnął i spojrzał tęsknie w niebo.
 - Jak tam jest? - zapytał melancholijnie. 
 - Przepięknie - Uśmiechnęłam się rozmarzona. - Wszystkie anioły mieszkają z Panem w wiosce, a poza nią rozciągają się piękne łąki, pola, ogrody, dzikie sady, lasy... - rozmarzyłam się.
 - Aha... fajnie - mruknął brunet.
 - Wy tak nie macie? - zdziwiłam się, a on pokręcił głową.
 - Nie. My mamy tylko nasze miasto, pałac księcia Lucyfera i księżny Lilith, a poza tym... są tam pustkowia, ogromne połacie spalonej ziemi i pełen żalu krzyk potępionych, którzy za życie w ciężkich grzechach muszą odbywać wieczne kary-pokuty - wyjaśnił.
 - Życie w ciężkich grzechach?
 - Tak. Mam tu na myśli, np. samobójców, albo morderców.
 - A pozostali grzesznicy?
 - Och! A pozostali po prostu wykonują drobne prace w pałacu, no wiesz... gotują, sprzątają, itd.
 - Rozumiem...
Rozmawialiśmy jeszcze na różne tematy, gdy nagle...
 - Lilia! Hej, Lilia! Gdzie jesteś, aniołku?! - Rozległy się czyjeś krzyki, a ja westchnęłam ciężko i wstałam.
 - To Michał, Rafael i Gabriel. Muszę już iść - Otrzepałam ubranie z trawy i ziemi.
 - Lilio, zaczekaj - Luka złapał mnie za nadgarstek. 
 - Tak? - Spojrzałam na niego.
 - Moglibyśmy... to znaczy... czy ty...spotkamysiętujeszcze? - wyrzucił z siebie na jednym wydechu.
 - Słucham? - zdziwiłam się.
 - Spotkamy się tu jeszcze? - spytał. Uśmiechnęłam się delikatnie.
 - No jasne - Uśmiechnęłam się.
 - Lilio! - Usłyszałam pełen wyrzutu głos.
 - Słucham, Rafaelu - Odwróciłam się z uśmiechem. Anioł złapał mnie za rękę.
 - Chodźmy. To nie jest towarzystwo dla ciebie - powiedział idąc przed siebie. Pod drzewem czekali Michał i Gabriel.
 - Lilia! No, nareszcie! Gdzie się podziewałaś?! 
 - Była zajęta rozmową z młodym demonem.
 - CO?!
 - Przepraszam... - szepnęłam spuszczając głowę.
 - Ech... nie szkodzi. Lećmy już - Po tych słowach rozwinęliśmy skrzydła i odlecieliśmy do Nieba.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz